sobota, 23 maja 2020

Nów, Gemini

Nów to czas, gdy nie widać tarczy Księżyca na niebie. To moment, gdy nasza energia skierowana jest do środka, do naszego rdzenia. To czas odpoczynku, a nie działania. Co prawda pozostaje w duchu Yang – dlatego mamy pewne zadanie do wykonania – ale poza nim nie robimy zbyt wiele.

Nów można przyrównać do Yule, Słońce na nowo się narodziło i z każdym dniem będzie wzrastało. Mamy cieszyć się tym i pomału przygotowywać na nadchodzące wydarzenia, ale ciemność wciąż jest w przewadze.

W przyrodzie na zimę cała roślinność chowa się do siebie, drzewa porzucają liście, wszystko wygląda, jakby było martwe, ale tak naprawdę całą swoją esencję życia skrywa głęboko w sobie. Zwierzęta zapadają w sen zimowy. Wszystko zbiera siły, gdyż ma jedną intencję – odżyć na wiosnę.

W ten sposób prowadzi nas także Księżyc. Nów zachęca, by zajrzeć w głąb siebie, nie skupiać się na innych, poczuć, co prawdziwego się w nas kryje. Zasadzić naszą intencję w ziemi, na łonie Natury i cierpliwie czekać. Światło powoli będzie wygrywać z ciemnością, a w odpowiednim momencie, my podejmiemy dalsze kroki.

Wczoraj nastał Nów, dzisiaj wciąż jesteśmy w jego energii, dlatego kto nie spisał swoich celów, marzeń, wciąż może to zrobić i w zgodzie z rytmem Natury je spełnić.

Nów to niejedyne wczorajsze wydarzenie, trzeba dodać do tego wejście Słońca w znak Bliźniąt. Jest to znak powietrzny, odpowiadający za komunikację, relacje, rozwój. Mówi o byciu ciekawym, otwartym na nowe doświadczenia, przekonania, sposoby myślenia. Przy okazji Nowiu warto wybrać sobie intencję i w tym temacie.

U mnie wygląda to tak:

Bliźnięta – relacje i rozwój

Nów – komunikacja i organizacja

Na razie to tylko hasła, będę nad nimi pracować, by mieć mniej więcej ustalone, czego oczekuję. Choć zaznaczam, że warto być otwartym na to, co Życie ma dla nas w planach :)

Chciałam jeszcze zaznaczyć, że wciąż się uczę, mam swój Moon Journal, z którego czerpię wiedzę, ale korzystam też z innych źródeł, w odpowiednim momencie dam wam znać z czego konkretnie. Chciałabym was zainspirować albo wymienić się doświadczeniami :)

Jaka jest wasza intencja na ten cykl?
 Lunia

środa, 20 maja 2020

I sprawozdanie

Tak, jak obiecałam, mamy dzisiaj sprawozdanie. W poście, w którym prosiłam, by ktoś zwalił mnie z łóżka, pisałam, że rozpoczynam starania, by wstawać wcześniej.

Moim głównym celem jest wstawanie ze wschodem Słońca. Obecnie jest to około 4:30. Trochę hardcorowo. Każdego dnia mam budzik tak, jak wstaje Słońce. Czasami nawet wtedy się nie przebudzam. Ale dzisiaj tak, zrobiłam 8 minutową medytację i wróciłam do łóżka. No i spałam do 9:30. Z łóżka zlazłam o 10. Ehh. Ale, ale, po kolei.

Zadanie jest takie, że codziennie wstaję 15 minut wcześniej.
10.05 – cel: 9:30 – obudziłam się o 9:00, wstałam o 10. (No bo pisałam posta) I tak dla wyjaśnienia, zadanie jest zaliczone, gdy wstanę z łóżka o danej godzinie, a nie tylko się obudzę. NIEZALICZONE
11.05 – cel: 9:15  - pobudka (sama z siebie) 8:45, wstanie 9:22 (mamy progres). NIEZALICZONE

12.05 – cel: 9:00 – pobudka 8:00, wstanie 9:00 ZALICZONE
13.05 – cel: 8:45 – pobudka 7:14, wstanie 8:56 Hmm, niech będzie, że ZALICZONE
14.05 – cel: 8:30 – wstanie o 8:45 NIEZALICZONE
15.05 – cel: 8:45 – ZALICZONE
16.05 – cel: 8:30 – ZALICZONE
17.05 – cel: 8:00 – ZALICZONE
18.05 – cel: 7:45 – ZALICZONE
19.05 – cel: 7:30 – ZALICZONE
20.05 – cel: 7:15 – medytacja o 4:35 (mniej więcej), zignorowanie budzika o 7:15 i wstanie o 10, ehhhh NIEZALICZONE
Podsumowanie: 7/11 zaliczonych. Jest tak dość satysfakcjonująco.
Co do przemyśleń, to zdecydowanie muszę się pilnować, kiedy się kładę. Obecnie walczę z 23:30, ale myślę, że moim celem jest 22-23, jeszcze nie wiem dokładnie. I dobrze jest mieć cel, po co się wstaje.

A jak wasze pobudki i wstawanie, czy ktoś chciałby się do mnie dołączyć? :)


Lunia

Wczoraj czwartek, dzisiaj środa, a jutro znowu niedziela

Czyli o tym, jak czas szybko pędzi. Też macie wrażenie, że ucieka wam przez palce? Dobrze pamiętam, jak była końcówka kwietnia, i miałam jechać do brata. Dni się dłużyły, byłam w pełni obecna w każdym.

A potem wróciłam i czas minął mi tak szybko, że ze zdziwieniem patrzę na kalendarz i widzę 20 maja. To, że mimo wszystko mam swój osobisty progres i idę pomalutku do przodu, sprawia, że nie martwię się tym aż tak bardzo. Tak troszeczkę.

Pamiętam, jak wcześniej mijały dni, tygodnie i miesiące, a ja, nie mogąc urosnąć ani po prostu odpuścić, stopniowo gniłam. Wtedy naprawdę było się czym martwić.

Wygrzebuję się jednak teraz z tego stanu. Uzdrawiam.

I zastanawiam się, co mogę zrobić, by dni nie uciekały mi przez palce. Moim celem jest flow, by płynnie iść przez życie.

Pracuję teraz nad swoją organizacją, bo, gdy tylko zalewają mnie nowe pomysły, gubię się. Chcę robić tak wiele i poświęcać się temu całkowicie. A tak się nie da. Dlatego pracuję nad samodyscypliną i dobrą organizacją. Jestem jak ogień, jak już się odpalę, to chcę płonąć, płonąć, płonąć.

Wiadomo, co się dzieje, gdy ogień wymknie się spod kontroli. Pracuję więc nad tym, by trzymać się w ryzach. Myślę, że to jeden z elementów, który pomoże mi nie odczuwać wrażenia, że czas mi ucieka.

Drugi to bycie obecną. Czasami mam wrażenie, że dzień przemija mi totalnie bezrefleksyjnie, jak na autopilocie. Jest we mnie program i działam według niego. Tyle tylko, że jego matryca ma w sobie toksyczne części.

Także uczę się być obecną. Napiszę wam teraz, co staram się robić.

  • Od razu po wstaniu medytuję (w ramach wyzwania, 1 dzień – 1 minuta, 2 dzień – minuty itd., aż do 30 do dnia i 30 minut medytacji), po wyzwaniu chcę to kontynuować na swój sposób, obecnie jestem na 8 dniu.

  • Praktyka jogi – Powitanie Słońca, potem krótka praktyka wzmacniająca w zależności od dnia, Oddech Ognia i na koniec, hm, modlitwa? Podziękowanie? Ciężko mi to nazwać. Najpierw skupiam się na ciele i dzięki temu widzę drobne zmiany, przy oddechu staram się napełnić energią, a potem praktykuję wdzięczność i rozmawiam sobie z tym "czymś".

  • Prowadzę dziennik, w którym staram się spisywać sny, notatki co do dnia i rano zaznaczam sobie miejsce na: to w czym jestem dobra, dobre decyzje, akceptację, sukces i wdzięczność, w ciągu dnia staram się to wyłapywać, a wieczorem zapisuję.
  • Staram się głęboko oddychać, wyłapywać starą taśmę, tak by móc decydować świadomie, mam swoją wizualizację, by "sprowadzić się do ciała.

  • Wieczorem się rozciągam (staram się, bywa, że się zapominam).

  • I na koniec dnia, przed snem, próbuję robić EFT, nie zawsze mi wychodzi.

Nie wiem, czy to dużo czy mało. Nie wprowadzałam też wszystkiego od razu. Szybko bym odpadła. Zrobiłam jedno, poczułam się swobodnie, dodałam drugą aktywność itd.
A zyskuję dzięki temu to, że jestem bardziej świadoma, obecna, umiem odpowiednio zareagować, wiem, jak ważny jest odpoczynek. Wzmacniam siebie i swoją wiarę oraz pewność siebie. Idę do przodu i realizuję swoje cele. Mam większą klarowność, widzę, co nie działa i zmieniam to (nie zawsze od razu, to nie jest tak, że zrobię pstryk palcami, to proces - wymaga czasu, zaangażowania i konsekwentności).

A efekty zadziwiają mnie samą :) (ale jak widzicie, wciąż mam nad czym pracować!)
No to tyle w tym poście. Dajcie znać, co myślicie. Stosujecie swoje praktyki? A może was właśnie zachęciłam?
Jeśli macie pytania, śmiało pytajcie :)

Lunia

poniedziałek, 18 maja 2020

Dzikiej Drogi ciąg dalszy

Ten fragment Dzikiej Drogi, o którym mówiłam wcześniej, był mi już znany. Wiedziałam, co tam spotkam. Wędrowałam nią kilkukrotnie, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to moja Dzika Droga. Nie wiedziałam tego nawet wtedy, gdy Oczko podarowało mi wspomnienie tętniące życiem.

Za Oczkiem jest ścieżka, która prowadzi do działek i zawraca lub biegnie dalej. Aż do tego momentu nie odważyłam się dalej podążać Drogą. Nie wiedziałam dokąd prowadzi, co mnie tam spotka.

Doszłam do działek, zauważyłam Magnolię, obawiałam się, że w tym roku je przegapię – ale otrzymałam kolejny prezent. Ta jedna mi wystarczy do następnego roku.

Zawróciłam.

Znowu przy Oczku. Co robić dalej? Wracać?

Nie. Jestem wolna.

I poczułam, że Dzika Droga mnie wzywa. Posłuchałam. Założyłam, że w którymś momencie się skończy albo zaprowadzi do jakiejś większej drogi. I zawrócę.

To cała ja. Uciekającą od nieznanego, niewychodząca ze swojej strefy komfortu. Bojąca się przekroczyć pewną granicę. Udomowiona. Grzeczna.

Gdzie ja się będę pchała na Dziką Drogą.

Ale to właśnie tam odnalazłam siebie. 

W pewnej chwili wszystko przestało się liczyć. Po prostu szłam dalej. Wzdłuż Strumyka. Nieustannie mnie zachwycał, po jednej stronie gąszcz drzewek i krzaków, a po drugiej działki na wzgórzu.

A pośrodku Droga i on.

Zachwycało mnie to, jak biegnie, jak delikatnie skręca. Płynął i prowadził mnie, z jego towarzystwem mogłabym pójść wszędzie.

Mówi się, że nie liczy się cel sam w sobie, ale droga, która do niego prowadzi. I ja to poczułam, w pełni byłam w tym momencie, nie wiedziałam, dokąd idę, nie miałam więc oczekiwań. Dałam się ponieść chwili.

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam tak bardzo obecna. Tu i teraz.

I wtedy uświadomiłam sobie, że Droga gdzieś prowadzi.

Do mojego Dzikiego Miejsca. 

A gdzie prowadzi Twoja Droga? Jaka ona jest? Jak to jest nią podążać?

Lunia

niedziela, 17 maja 2020

Rytm Natury i Malejący Sierp

Natura ma swój rytm, według którego żyje i umiera rok po roku. Każdy z nas jest zapoznany z pojęciem pór roku. Wiemy, że jest zima, wiosna, lato i w końcu jesień. Obserwujemy dość widoczne zmiany, ale czy zastanawialiście się nad nimi głębiej?

Czy wiecie, że tak, jak cykl wpływa na florę i faunę, wpływa i na nas? Zwłaszcza że w naszym klimacie, gdzie obecne są cztery pory roku (a doszukuje się kolejnych dwóch) jest całe spektrum zmian. Wszystko w przyrodzie żyje i umiera, by mogło narodzić się coś nowego. Cykl za cyklem.

W obecnym świecie jest tendencja, by odchodzić od Natury, zapomina się, jakim prawami jest rządzona. Swój głos zabierają jednak i ludzie, którzy wiedzą, pamiętają, nie odnajduję się w świecie odgrodzonym od Matki Ziemi, za bardzo jej potrzebują.  Pragną ją całym sobą. Chcą ułożyć się w jej ciepłym, bezpiecznym łonie.

W skali roku, w miarę tego jak Ziemia okrąża Słońce, dochodzi do cyklu, który pobudza roślinność do życia, zbiera jej plony i w końcu prowadzi w sen zimowy. Koło Roku to zbiór ośmiu świąt, w których celebruje się zmiany w przyrodzie.

Yule
Imbolc
Ostara
Beltane
Litha
Lammas
Mabon
Samhuin

Przypadają one na równonoce, przesilenia i okresy między nimi. Prowadzą nas przez rok w zgodzie z rytmem natury.

W mniejszej skali prowadzi nas Księżyc, który w ciągu rocznego cyklu wokół Słońca, okrąża Ziemię trzynaście razy. Zachowuje jednak przy tym zgodność z wcześniejszym i także można wyróżnić osiem faz.

Nów
Wzrastający Sierp
Pierwsza Kwadra
Wzrastający Garb
Pełnia
Malejący Garb
Trzecia Kwadra
Malejący Sierp

Zostaje nam jeszcze jedna kwestia. Ziemia obraca się także wokół własnej osi. Następuje zjawisko dnia i nocy. Jak każdy z cykli ma swoje punkty kulminacyjne.

Tym będziemy zajmować się w ramach cykliady, tak by nauczyć się życia w zgodzie z rytmem Natury.

Dzisiaj przypada nam Malejący Sierp. Księżyc w tej fazie mówi: Odpocznij, to czas na refleksję, poddaj się temu, co musi nadejść, by mógł zacząć się kolejny cykl, w którym narodzi się coś nowego.

Tak więc odpoczywam :) A przynajmniej się staram. Moja refleksja: Coś, gdzieś tam na górze, nas prowadzi. Nie wiem, co i nie wiem, jak.  Nie mam pojęcia, jak to nazwać, czy wpisze się to w jakąkolwiek wiarę. Ale oddając kontrolę i dając się prowadzić wszystko w końcu się układa, tak, jak powinno. Czasami warto nadstawić uszu i posłuchać czy aby czasem ktoś nam nie podaje wskazówek. Nieśmiało szepcze: spójrz tutaj, tu masz rozwiązanie.

Zróbcie miejsce na to, co narodzi się w nowym cyklu :)

Lunia

Postaram się także, by przy okazji następnego postu cykliady podać linki do innych blogów, gdzie będziecie mogli dowiedzieć się, na czym polegają dane sabaty i co w ich czasie można robić, by odpowiednio celebrować ten czas. Tak byście mogli znaleźć też coś dla siebie :) A jeśli macie już jakąś wiedzę na ten temat, dajcie, proszę, znać. Będę wdzięczna!

sobota, 16 maja 2020

Cykliada - wprowadzenie do projektu

Tak jak obiecałam ruszamy z projektami. Ten będzie na rozgrzewkę. Za parę dni przedstawię wam kolejny projekt :)

Nie będę to coś całkowicie nowego, pisałam już Malejącym Księżycu i Trzeciej Kwadrze, wiedziałam wtedy, że chcę o tym pisać. Teraz jednak nabiera to kształtu. Chciałabym, żeby było to coś więcej niż tylko napisanie, co tam się zadziewa w danym dniu. W raz z rozwojem projektu sami zobaczycie.

Tematyka: Cykle. Yin i Yang.

Cel: nauka życia zgodnie z cyklami.

Co będzie wchodziło w zakres tego projektu?
  • Estabaty (Księżyce),
  • Sabaty,
  • Dzień i noc.
Dodatkowo w ramach tego będę umieszane intencje na dany miesiąc i to, na czym w danym czasie chcę się skupić.
Będzie też trochę o znakach zodiaku, na pewno pojawi się post, gdy Słońce będzie wchodziło w dany znak. Do tego będą przypominajki i zadania do wykonania lub wyzwania.
Chciałabym też przybliżyć wam też trochę Yin i Yang, to, jak ja do tego podchodzę. Przedstawię wam różne ciekawostki. Główny temat jest zdecydowanie Yin, ale chcę też nawiązać do całości, by nie nie zamykać się tylko na jego część.

Jak to będzie wyglądać?

W odpowiedni dzień będę umieszczać posta z moimi przemyśleniami, obserwacjami i tym, jak praktykuję. A jako, że mowa tu o cyklach, czyli jest to pewien proces, nie będzie to na zasadzie pojedynczych, niezależnych postów. Tak też nie będzie wyglądać moja praktyka. Wszystko będzie połączone. Mam nadzieję, że wspólnie będziemy przechodzić przez kolejne cykle :)

Będę też pisać czasami bardziej “wiedzowe” posty, ale i tak pewnie przesiąknięte będą moimi opiniami itd. Nie będę tworzyć nowej prawdy, ale mimo wszystko ten projekt będzie bardzo “mój”. Postaram się jednak, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Pojawią się także podsumowania, tak, by móc sobie wszystko poukładać, wyciągnąć naukę.

Dlaczego cykliada?

To będzie nasza cykliczna impreza odnośnie cykli. Jak dla mnie idealnie pasuje.

Na koniec chciałam zapowiedzieć, że przygotuję dla was (jeśli mi się uda) plik, w którym będzie “cyklowy kalendarz”. Jeszcze dam znać, co i jak, wyczekujcie i nasłuchujcie :)

W następnym poście opowiem trochę o cyklach.

Do następnego!

piątek, 15 maja 2020

Trzecia Kwadra - odpuść, wypuść, uwolnij się

Jest progres, tym razem tylko jeden dzień spóźnienia. Jeszcze będę na czas, zobaczycie.

Obecnie mamy Trzecią Kwadrę, a ona mówi nam – odpuść, wypuść. To moment, gdy puszczamy wszystko, co już więcej nam nie służy. Tak, jak drzewa jesienią, z których opadają liście. Zimą nie będą przydatne, trzeba zrobić miejsce na te, które pojawią się wiosną.

Co już więcej mi nie służy?

Chowanie się.

Chcę czuć, że gdzieś przynależę. A do tego potrzeba pokazania się. Przedstawienia się. Zaprezentowania. Wykazania się. Nawiązania kontaktu. Ktoś kiedyś powiedział, że trzeba zacząć wyć, by odnaleźć swoje stado (znajdę dokładny cytat i autora, słowo). Zaczynam to robić. Wyję do Księżyca. I wyczekuję na odpowiedź.

Żeby nie było, że jestem gołosłowna. Dziś po raz pierwszy od bardzo dawna napisałam posta na Facebooku, który może zobaczyć ponad 500 osób z grupy prywatnej. Tak się stresowałam. Przeczytałam go kilka razy, musiałam zrobić kilka wdechów i w końcu opublikowałam. I jestem mega szczęśliwa, bo odbiór był bardzo pozytywny. Nawiązałam kilka kontaktów. Niesamowicie mnie to wzmocniło.

A jeśli komuś wydaje się to dziwne i zastanawia się, dlaczego zrobiło to na mnie takie wrażenie, to powiem, że ja zawsze się chowałam. Unikałam kontaktów. I zostałam prawie sama. Teraz chcę to zmienić.

A co wy macie do odpuszczenia? Co was blokuje?

Dzisiaj blog ma już tydzień <3 Jestem mega szczęśliwa z tego powodu. Chciałam jeszcze powiedzieć, że jestem coraz bliższa ruszenia z moim projektem. Nie mogę się doczekać, by z nim ruszyć :)