niedziela, 10 maja 2020

Lepiej późno niż wcale czyli majowe planowanie

Już jakiś czas temu postanowiłam sobie, że niedziela to mój dzień na planowanie kolejnego tygodnia. I tak całkiem mi to wychodzi. Dlatego dzisiaj jest wpis. Później postanowiłam sobie, że będę wyznaczała cele miesięczne.

Z kwietniem wyglądało to tak, że ja swoje, a Życie swoje :)

Myślę, że to poniekąd kwestia tego, że jestem jeszcze trochę zielona w sprawach planowania, trzymania się postanowień i śledzenia progresu.

Brakuje mi niekonsekwencji.
I nie mam swojego systemu.

Ale wszystko w swoim czasie.

Z drugiej strony nie chcę kontrolować każdej minuty, mieć wszystko zaplanowane. Tak jak w filmowej wersji “Małego Księcia”. Kojarzycie tą scenę, gdy matka dziewczynki wyciąga tablice, na której WSZYSTKO jest zaplanowane? 

Jasny cel. Konkretne działania prowadzące do niego.

Strasznie to mną wstrząsnęło. No, to jak kojarzycie, to wiedzcie, że mam tendencję do takiej przesady, takiego absurdu.

Nie oto tu chodzi.

Chcę iść przez Życie z flow. I wiem, że nawet jeśli zaplanowałabym każdą minutę i miałabym chęci, żeby faktycznie się tego trzymać, to Życie i tak zaśmiałoby mi się w twarz. A potem poprowadziło mnie tam, gdzie właśnie powinnam być, do tego, co mam zrobić.

Tak więc, mimo że 10 maja, z pokorą przysiadam i wyznaczam sobie dwie kwestie na maj.

• Kwitnienie

• Pisanie

I wiem, że tylko pozornie ja je wyznaczam.

Dla pierwszego inspiracją jest sama Natura. To na maj przypada Kwiatowa Pełnia. Wszystko kwitnie. I we mnie coś zakwitło.
Co jeszcze może?

Z pisaniem zaczęło się już w zeszłym miesiącu, ale to był tylko wstęp, teraz czas się rozkręcić. A wkręciłam się w to, bo okoliczności były sprzyjające.

No to dzieła 

Lunia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz