• naturalnych kosmetyków i pielęgnacji,
• wegetarianizmu (z którego w końcu zrezygnowałam),
• ćwiczeń w domu.
Powiem Wam, że marnie mi to wyszło. Po takim czasie powinnam mieć super zdrowe włosy, zadbaną skórę, mieć opracowany plan pielęgnacji, swoje ulubione kosmetyki albo mieć już pokaźną widzę na ten temat. Co, jak, do czego itd. A to tak nie wygląda.
Moja kondycja, ekhem, pozostawia wiele do życzenia, wciąż staram się znaleźć to, co mi pasuje, wciąż daleko mi do efektów, które mi się marzą.
A przygoda z wegetarianizmem to temat na później.
Potem doszły do tego różne moje pasje, zainteresowanie rozwojem osobistym, psychologią i inne takie. Były wzloty i upadki. Teraz jestem ja, z pewnością z większą wiedzą, bardziej świadoma, ale wciąż czuję się, jakbym była w tym samym miejscu.
Przez cały ten czas miałam wrażenie, że muszę się kryć z moimi zainteresowaniami, niewiele z mojego świata przedostawało się do innych. Myślę, że to ciągłe krycie się i przekonanie, że nie mogę być otwarcie sobą, mnie męczyło. Blokowało. I w końcu nie przynosiło efektów.
Dlatego zmieniam sposób działania.
Tworzę przestrzeń, w której jestem sobą. Taką jaką jestem.
I dzielę się tym.
A Ty, mój Czytelniku, czujesz się swobodnie będąc sobą? Masz na to przestrzeń?
Śmiało, daj znać, jak to wygląda u Ciebie :)
Do następnego
Lunia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz