sobota, 9 maja 2020

Bo chodzi o to, by czuć, że się żyje

Jestem wolna.

Od razu dostrzegłam, jak Natura zmieniła się od poprzedniego razu. Drzewka kwiatowe kwitły. Było bardziej zielono. Tak długo nie wychodziłam, że zamiast żółtych pąków napotkałam dmuchawce. Teraz żałuję, że żadnego nie zdmuchnęłam. Ale może to dobrze? Jego czas i tak przyjdzie.

Wszystko było bardziej żywe. Napotkałam drzewa z tak pięknym odcieniem zieleni, nie był on przytłumiony tak jak u innych, ale prawdziwie "żywy”.

Aż w końcu dotarłam do mojej Dzikiej Drogi.

Powitał mnie Strumyk, który jest tak podobny do tego, który jest  w moich Ukochanych Górach. Idę wzdłuż niego, czuję, jak wszystko puszcza, zachwycam się otaczającą przyrodą. Parę kroków dalej widzę uroczą łączkę białych kwiatuszków. Mam wrażenie, że to prezent dla mnie. (Nazwać ich niestety nie umiem, moja znajomość nazw jest niezadowalająco mała).

Dzika Droga prowadzi mnie dalej, po lewej stronie Strumyk, po prawej widzę Pole, które pamiętam jeszcze z czasu, gdy panowała Zima. Zaschnięte trawy, drzewka bez liści, tak było wtedy, a teraz widać, że Suche Pole odbiło się po zimowej martwocie. A razem z nim odżyło coś we mnie.

Trochę dalej, naprzeciwko, wartę trzymają Strażniczki, nie są wysokie, za to bardzo urocze, ale w pewien sposób jakby stare. Są w pewnej odległości od Wielkiej Warowniczki. Ta rośnie na zakręcie Strumyka. Wydaje mi się, że ma to znacznie. Nie wiem jednak, czego strzegą.

Słyszę głośny szum i wiem, że Strumyk wpada do Oczka Pierwszego. I to, co widzę, mnie zachwyca. Barwa wody w kontraście z zielenią dookoła nabiera głębi. Nieco od brzegu leży mała wysepka, na której przysiadają mewy. Słońce otula wszystko swoimi promieniami, czuję ich ciepło na mojej skórze. I mam wrażenie, że znalazłam się w Raju. Atmosfera tego miejsca jest swobodna, sielska, czuję się lekko, jakbym miała wzbić się w powietrze tak jak mewy.

Chciałam zagarnąć całą magię tego miejsca dla siebie. Stać się złodziejką, mieć to tylko dla siebie, tak bym tylko ja mogła cieszyć się pięknem tego miejsca. Ale wiem, że wtedy czar by prysł. Wszystko by umarło.

Zamiast tego utrwaliłam ten obraz w pamięci. I choć Oczko Pierwsze wciąż ma swoją magię, to w każdym kolejnym dniu, każdej kolejnej chwili wygląda inaczej, ale ta konkretna chwila jest moja.

Wciąż żyje we mnie.

A dzięki niej żyję i ja.
Lunia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz