piątek, 8 maja 2020

Ósmy maja - początek

Odkąd pamiętam, zawsze miałam “swój świat”. Gdy pochwyciłam książki fantasy i pochłonęły mnie historie w nich zawarte, zaczęłam żałować, że rzeczywistość nie jest taka jak w nich. Wszystko było tam lepsze.
Z kolei normalna, szara codzienność nie wydawała się ani trochę zachęcająca. Wizja, którą przede mną roztaczano, była daleka od tego, czego tak naprawdę pragnęłam.

Tak jakoś wyszło, że dałam się w to złapać. Nie było innej opcji. No bo co? Byłam tylko dzieckiem z marzeniami, które widziało, że świat dorosły jest daleki od tego, co było dla mnie takie ekscytujące. Tu nie ma miejsca na takie bzdury. Więc, jako posłuszna dziewczynka, robiłam, jak mi kazano. Starałam się być grzeczna, nie robić problemów.

Bardzo głęboko schowałam to, co było mi bliskie.

Tak się zastanawiam, jak to zrozumiecie? Chodzi mi o to moje porównanie rzeczywistości do książek fantasy. Nie mam na myśli tego, że ubolewam nad brakiem smoków, jestem pewna, że rozumiecie.

Mówię tu o takim życiu, w którym się żyje, a nie tylko go przeżywa.
Może troszkę też o magii, o czymś takim, co gra tą samą piosenkę, co głos z wewnątrz.

I tak na koniec, o czym będę tu pisać?

Będzie o tym, że wcale nie musi być tak, jak nam wmówiono.

Będzie o tym, jak na nowo zacząć słuchać głosu, który zamilkł.

Bo to wcale nie takie łatwe.

To mój sposób na odnalezienie siebie. Jeden z wielu.

Ale także na odnalezienie ludzi, którzy to rozumieją. Którzy mają podobne trudności, bo nie jesteśmy w tym sami.

Jak to mówią - w grupie siła.

Witaj na pokładzie :)
Lunia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz